The Last of Us: opinia o serialu

Czy The Last of Us miało prawo się udać jako serial?

Serialowe przygody Joela i Ellie dobiegły końca. Pomimo początkowego sceptycyzmu z mojej strony, postanowiłem dać im szansę i już teraz mogę powiedzieć, że nie żałuję tej decyzji. Czas jednak przyjrzeć się dlaczego uważam, że The Last of Us od HBO to bardzo dobra produkcja, która powinna przypaść do gustu fanom pierwowzoru oraz zwykłym widzom.

Zacznijmy od chyba najważniejszej rzeczy, czyli castingu. W postać Joela wcielił się Pedro Pascal, natomiast rola Ellie przypadła Belli Ramsey. Mam wrażenie, że bliżej perfekcji nie dało się trafić. Pascal to idealny Joel, natomiast Bella wraz z rozwojem serialu coraz bardziej stawała się tą znaną z gry 14-letnią dziewczyną, której odporność jest kluczem do ocalenia świata.

Osoby odpowiedzialne za casting powinny dostać podwyżkę, ponieważ nieważne jak mocno bym starał się doczepić, każdy aktor bądź aktorka, których widzimy na ekranie świetnie radzą sobie z granymi postaciami oraz czuć chemię między konkretnymi bohaterami. Najlepszym przykładem tego jest Joel oraz jego prawdziwa córka, czyli Sara. Przez cały pierwszy odcinek mamy tutaj do czynienia z kochającą się rodziną, przez co jego zakończenie uderza tak samo mocno jak w growym pierwowzorze.

Dodatkowym plusikiem dla fanów oryginału jest fakt, że przez cały serial przewinęli się aktorzy, których możemy znać z podkładania głosu naszym bohaterom. Wymienić tutaj można chociażby takie nazwiska jak Troy Baker (Joel), Ashley Johnson (Ellie) czy Jeffrey Pierce (Tommy). Oczywiście mamy tutaj do czynienia z mniej bądź bardziej gościnnymi występami. Z jednym małym wyjątkiem pod postacią Marlene, która w serialu została sportretowana przez tą samą aktorkę co w grze. Cały ten zabieg był bardzo przyjemnym smaczkiem, który pokazuje, że twórcy adaptacji chcieli w jakiś sposób uhonorować aktorów znanych z pierwowzoru.

Zmiany, ale czy dobre?

Czas na rzecz, która podczas emisji serialu wzbudziła sporą polaryzację wśród ortodoksyjnych fanów The Last of Us. Mowa oczywiście o zmianach względem materiału źródłowego. Uważam, że zmiany podczas przenoszenia jednego medium na drugie są potrzebne, zwłaszcza gdy zabieramy się za tak interaktywną rzecz jak gry wideo. Ktoś złośliwy mógłby stwierdzić, że twórcy serialu tak naprawdę przenieśli na ekrany telewizorów tylko przerywniki filmowe z gry pomijając tak naprawdę całą resztę podróży Ellie i Joela, mającą już charakter interaktywny.

The Last of Us

Źródło: imbd.com

Ciężko w niektórych momentach się z tym nie zgodzić, z tą różnicą, że nie uważam tego za jakąś ujmę na jakości tego serialu. Wynika to z faktu, że fragmenty, które w grze czasami trwały kilka bądź kilkanaście minut, tutaj są przedstawione jako o wiele dłuższe i bardziej rozwinięte. Idealnym przykładem jest niesławny odcinek 3, gdzie wielu widzów traktuje go jako niepotrzebnie rozwleczony i skupiony na kimś innym. W mojej opinii, dzięki niemu taka postać jak Bill, która w grach nie wzbudzała żadnej sympatii zyskała drugie życie i uważam, że Nick Offerman sprawił, że nasz serialowy survivalowiec  stał się postacią, którą w końcu możemy zrozumieć, a nawet polubić.

Oczywiście są też sceny i motywy, których zabrakło, ponieważ w serialu nie uświadczymy zbyt dużo momentów czystej akcji. W wyniku tego nie zobaczymy takich widoków jak walka z bandytami w mieście, kiedy to Joel i Ellie podróżowali samochodem, czy próba przetrwania ataku klikaczy kiedy to naszej Ellie pomagał David. W wyniku tego, interaktywne etapy gry, podczas których nasi bohaterowie zmieniali nastawienie do siebie, zostały zastąpione prostymi przeskokami czasowymi przez co możemy odnieść wrażenie, że zmiany charakterów naszych bohaterów są delikatnie mówiąc nienaturalne.

Z tego powodu wielu uważa, że serial jest nudny, ponieważ nie mamy zbyt dużo akcji, a zagrożenie ze strony klikaczy jest prawie znikome. Sam nie postrzegam tego jako dużą wadę, ponieważ serial stara się uderzać w zupełnie inne tony i skupiać się na ludziach, a potwory traktować jako dodatek. Dzięki temu też sam bardziej doceniałem pojawianie się naszych zarażonych adwersarzy, ze względu na to, że charakteryzacja stoi na najwyższym poziomie, a jak już dochodzi do walki, to jest ona nagrana tak, że chcę się ją oglądać (najlepiej na dużym telewizorze).

The Last of Us

Źródło: imbd.com

Adaptacja prawie idealna?

Z poprzedniego akapitu można wysnuć teorię, że twórcy wycieli dużą ilość DNA serii i zrobili coś co zupełni nie oddaje klimatu gry. W tym momencie mógłbym wziąć wielki baner pod tytułem „WCALE NIE” i machać nim do utraty tchu.

Wszyscy zapominamy o tym, że growe The Last of Us pomimo tego, że jest świetnie napisaną opowieścią, to nadal opowiada nam historię o kolejnej apokalipsie, gdzie klisze możemy znaleźć na każdym kroku. Tym bardziej cieszy, że twórcy serialu (z Nielem Druckmanem na czele, mającym duży wpływ na wygląd opowieści) wyciągnęli to co najlepsze z gry czyli jej historię i bohaterów oraz przenieśli je na srebrny ekran. Dlatego nie mam problemów z wolniejszym tempem akcji, rozwinięciem wątków mgliście wspomnianych w grze czy ograniczeniem walk do niezbędnego minimum.

Wynika to z tego, że The Last of Us, jest jednak inną opowieścią o zombie niż takie The Walking Dead i osobiście wolę to co dostaliśmy, niż wizję otrzymania klona serialu od stacji AMC. Dodajmy do tego, że twórcy naprawdę szanowali materiał źródłowy i dostarczyli nam produkcję, która wygląda oraz brzmi jak gra Naughty Dog.

Czy The Last of Us to serial idealny? Oczywiście, że nie. Spokojnie mógłby mieć 10 odcinków dzięki czemu niektóre wątki wybrzmiałyby o wiele lepiej. Czy sprawia to, że lubię produkcję HBO jakoś mniej? Tym bardziej nie. Otrzymaliśmy bowiem bardzo dobrą adaptację, która sprawiła, że więcej ludzi mogło poznać świat stworzony w murach studia Naughty Dog, a niektórzy też dzięki obejrzeniu serialu mogli nabrać ponową chęć na ogranie tej przygody na konsolach.

The Last of Us

Źródło: imbd.com

Czas jednak odpowiedzieć na ostatnie pytanie: dla kogo jest to serial? W mojej opinii jest on dla fanów pierwowzoru, którzy nie będą z widłami szturmować siedziby HBO za chociażby minimalne zmiany oraz dla ludzi szukający serialu, który pomimo oklepanego tematu jakim jest apokalipsa zombie, stara się przedstawić całość z lekko innego punktu widzenia.

Mogę polecić produkcję HBO z czystym sumieniem i na pewno będę teraz wyczekiwać na kolejny sezon, bo jestem ciekaw jak twórcy ugryzą adaptację drugiej części, która w mojej opinii będzie o wiele większym wyzwaniem w kwestii przeniesienia na srebrny ekran niż część pierwsza.

Mateusz Papis
Mateusz Papis

Od 17 lat zagorzały fan popkultury. Swoją przygodę rozpocząłem od automatu z nieśmiertelnym Tekkenem 3, który sprawił, że bijatyki mają specjalne miejsce w moim sercu. Fan gier, Gundamów, Japonii oraz wszystkiego co nosi znamiona kultury popularnej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *