Recenzja: Resident Evil Infinite Darkness

Czy Infinite Darkness daje radę?

Od premiery Resident Evil Infinite Darkness minęło już trochę czasu. Jak zapewne wiecie czekałem na nowy serial CGI od Netflixa dosyć intensywnie. Pomimo tego, że poprzednie projekty filmowe związane z uniwersum dla wielu są zaledwie średniakami, to jak mogliście się już dowiedzieć, dla mnie były to bardzo dobre przykłady growych adaptacji. Czy ta tendencja została utrzymana również tutaj? Czas zapuścić się głębiej w nieskończony mrok.

Resident Evil Infinite Darkness

Resident Evil Infinite Darkness u podstaw jest czteroodcinkową serią, gdzie każdy odcinek trwa raptem 25 minut. Nim przejdę do fabuły to już na dzień dobry mogę powiedzieć, że pomysł twórców, żeby nowe przygody Leona były serialem był mocno nietrafiony. Osobiście wolałbym, żeby twórcy albo zostali przy jednym pełnometrażowym filmie, albo oddali w ręce widzów większą ilość odcinków, dzięki którym byłaby szansa na rozwój niektórych postaci bądź wątków. Tak natomiast, zostaliśmy z bieda-serialem, który można obejrzeć w jeden wieczór, gdzie widać potencjał na dużo więcej.

Po tym krótkim wprowadzeniu czas rzucić okiem na fabułę. Tutaj tak naprawdę mamy do czynienia z klasyką gatunku, jeśli chodzi o markę od Capcomu. Przygotujcie się więc na kolejnego śmiercionośnego wirusa, sztampowego głównego złego oraz na wspomnienia z przeszłości, które sprawiły, że bohaterowie postanowili zmienić swoje poglądy na temat świata (skutki wojny domowej w Panamstanie). Jeśli więc szukacie czegoś, co wnosi fabułę serii Resident Evil na wyżyny, to niestety, ale srogo się zawiedziecie.

Resident Evil Infinite Darkness

Tak naprawdę nie jestem na twórców zły o same podłoże historyczne, ponieważ otrzymujemy tutaj idealne wypełnienie pewnych luk w linii czasowej serii. Mój problem z opowieścią leży gdzieś zupełnie indziej i jest ściśle związany z tym, o czym wspominałem w drugim akapicie – zbyt mało czasu. Tak naprawdę, podczas seansu jakiegokolwiek filmu sygnowanego nazwą Resident Evil, nie miałem wrażenia, że całość jest niekompletna. Tutaj pomimo metrażu, który jest bardzo bliski poprzednim projektom, po zobaczeniu ostatnich napisów końcowych czułem, że twórcy powinni zrobić minimum 6 odcinków, żeby móc lepiej rozłożyć akcenty fabularne.

Wielka nieobecna – Claire Redfield

Poprzez obraną formę przekazu, jaką jest serial, cierpią również bohaterowie, chociaż bardziej stosowne byłoby określenie bohaterka. Tak, w Resident Evil Infinite Darkness mamy podobną sytuację, co w Vendetta, ponieważ na każdym materiale promocyjnym mogliśmy zobaczyć Leona oraz Claire. W wyniku tego, wielu fanów na pewno myślało, że obie postaci będą równie ważne dla historii. Niestety tak nie jest i jak nasz agent do zadań specjalnych otrzymuje mnóstwo czasu ekranowego, tak Claire pojawia się tylko w momentach gdzie jest potrzebna i nic poza tym.

Resident Evil Infinite Darkness

Osobiście wydaje mi się, że gdybyśmy usunęli siostrę Chrisa z całego obrazu, to serial nie straciłby zbyt wiele. Jest to o tyle krzywdzące dla tej postaci, że jak popatrzymy na jej dokonania, to powinna ona być na równi z męskimi bohaterami. Tak niestety nie jest i z silnej oraz zaradnej postaci kobiecej, stała się ona tutaj typową damą w opałach, której jedynym celem jest podanie widzom na tacy rozwiązania, które każdy może ułożyć w swojej głowie gdzieś tak w połowie oglądania drugiego odcinka (bądź pod koniec pierwszego). Osobiście mam nadzieję, ze doczekam czasów, kiedy żeńskie bohaterki serii doczekają się porządnych występów w filmach/serialach CGI.

Żeby jednak nie było, że tylko znęcam się nad Infinite Darkness, to muszę przyznać, że twórcy, pomimo odświeżania pomysłów, które fani doskonale znają, postawali na trochę mniej akcji, niż w ostatniej odsłonie o podtytule Vendetta. Wydaję mi się, że całość można umieścić pomiędzy Degeneration a Damnation jeśli chodzi o klimat oraz ilość akcji. Pomimo tego jednak, warto odnotować, że wszystkie sceny, gdzie liczy się dynamika oraz walka zostały poprowadzone bardzo dobrze. Tutaj jednak nie będę podawać konkretnych przykładów, bo uważam, że niektóre z nich warto obejrzeć na własne oczy.

Resident Evil Infinite Darkness

Dodatkowo warto na plus odnotować, że całość od strony graficznej wygląda dobrze. Widać oczywiście, że budżet przeznaczony na serial był mniejszy (duża ilość retrospekcji złożonych z tych samych scen) niż na kinowe projekty, jednak nawet pomimo tego nasze oczy mogą cieszyć się z widoków, które zaserwowali nam twórcy. Oczywiście tutaj na podium wysuwają się modele naszych głównych bohaterów, które wyglądają nad wyraz okazale. Drobną łyżką dziegciu może być dla wielu fakt, że tak jak graficznie Infinite Darkness radzi sobie dobrze, tak w niektórych scenach możemy zobaczyć, że ruchy naszych bohaterów mogą pamiętać czasy PlayStation 2 bądź 3. Liczę, że przy kolejnych filmowych projektach związanych z Resident Evil ten mankament zostanie naprawiony.

Aktorzy bez wyrazu

Została jeszcze kwestia oprawy dźwiękowej. Z jednej strony nie mogę złego słowa powiedzieć o aktorach, którzy wzięli udział w podkładaniu głosów naszych bohaterów. Każdy z nich wywiązał się ze swojego zadania w sposób zadowalający przeciętnego widza. Niestet,y ja mam dwa duże problemy związane z osadą, które zapewne dla większości z was będą całkowicie obojętne.

Resident Evil Infinite Darkness

Chodzi mi oczywiście na zmianę aktorów głosowych dla Leona oraz Claire. W pierwszym przypadku Matthew Mercer został zastąpiony przez Nicka Apostolidesa (grał on Leon w remake’u Resident Evil 2), natomiast w drugim zamiast cudownej Alyson Court usłyszmy Stephanie Panisello (również grała Claire w remake’u). Tak jak wspomniałem wcześniej, występy tej dwójki nie są czymś tragicznym, jednak w moim odczuciu sporo brakuje im do swoich poprzedników w kwestii tchnięcia życia w bohaterów.

Od strony muzycznej natomiast muszę przyznać, zostałem miło zaskoczony. Pomimo tego, że soundtrack nie jest w żadnej chwili odkrywczy, to wydaje mi się, że na tle pozostałych projektów CGI wybija się on na miejsce lidera. Na pewno motyw otwierający, który słyszmy na początku każdego odcinka wpada w ucho i za każdym razem powstrzymywałem się od przeskoczenia intra, tylko po to by móc go posłuchać chwilę dłużej.

Resident Evil Infinite Darkness

Czytając ten tekst można wysnuć teorię, że podczas seansu czterech odcinków Infinite Darkness nie bawiłem się zbyt dobrze. Prawda jest jednak taka, że chwilę po obejrzeniu ostatniego odcinka nowe przygody Leona i Claire jawiły mi się jako najlepszy projekt CGI związany z marką. Po kilku dniach namysłu jednak uważam, że pomimo plusów, które oferuje nam omawiania produkcja, w kilku miejscach mamy tutaj krok wstecz względem filmów, które na łamach bloga wam przybliżyłem. Osobiście liczę na to, że Netflix nie zrezygnuje z rozwijania tej części uniwersum Resident Evil i wsłuchają się oni w opinie widzów, żeby móc poprawić błędy w następnych projektach.

Default image
Mateusz Papis
Od 17 lat zagorzały fan popkultury. Swoją przygodę rozpocząłem od automatu z nieśmiertelnym Tekkenem 3, który sprawił, że bijatyki mają specjalne miejsce w moim sercu. Fan gier, Gundamów, Japonii oraz wszystkiego co nosi znamiona kultury popularnej.

Leave a Reply